Sesja ślubna w Edynburgu

Sara & Alan

Tamtego poranka Edynburg przywitał nas chłodem, który przenikał aż do kości. Była szósta rano, a miasto wciąż tkwiło gdzieś pomiędzy snem a przebudzeniem. Niebo miało głęboki, atramentowy kolor, jakby noc nie chciała jeszcze ustąpić miejsca dniu. W powietrzu unosiła się wilgoć, a brukowane uliczki lśniły delikatnie w świetle pojedynczych latarni. Zaczęliśmy bardzo wcześnie, może nawet trochę za wcześnie, pomyślałby ktoś z boku. Ale była w tym jakaś magia. Cisza, której nie da się doświadczyć w ciągu dnia. Puste zaułki, które zwykle tętnią życiem, teraz należały tylko do nas. Sara i Alan pojawili się punktualnie, otuleni płaszczami, z lekko zaróżowionymi od chłodu policzkami. A jednak od pierwszej chwili było w nich coś, co kompletnie przeczyło tej surowej aurze. Uśmiechali się, nie wymuszenie, nie „do zdjęcia”, tylko tak po prostu. Naturalnie. Jakby byli dokładnie tam, gdzie powinni.

play_circle_filled
pause_circle_filled
Franz Schubert - Serenade
volume_down
volume_up
volume_off

Sesja ślubna w Edynburgu

Spacerowaliśmy powoli przez wąskie uliczki, zatrzymując się co chwilę. Miasto jeszcze spało, więc każdy krok odbijał się delikatnym echem. W takich momentach czas płynie inaczej. Nie spieszy się. Nie pogania. Pozwala być.

Najbardziej zapamiętamy to, jak na siebie patrzyli. To były krótkie spojrzenia, czasem ledwie zauważalne. Ale za każdym razem coś się zmieniało. Jakby temperatura rosła o kilka stopni. Jakby świat wokół przestawał być chłodny i odległy.

Naprawdę, w pewnym momencie przestaliśmy czuć zimno. Przestało mieć znaczenie, że jest świt, że dłonie marzną, że dzień dopiero się zaczyna. Byli tylko oni i ta ich cicha, spokojna radość z bycia razem.

Gdzieś w tle miasto zaczynało się powoli budzić. Pojawiły się pierwsze dźwięki, dalekie kroki, odgłos otwieranych drzwi, pojedyncze samochody. Niebo z atramentowego zrobiło się grafitowe, a potem zaczęło łapać pierwsze, nieśmiałe światło.

Ale to już był inny moment. Ten najpiękniejszy zdążył wydarzyć się wcześniej. W ciszy. W chłodzie. W tej krótkiej chwili, kiedy Edynburg należał tylko do nich.

Fotografie: Emilia i Rafał

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie i optymalizacji doświadzeń. Korzystając ze strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies.